Kiedy byłam już gotowa, wzięłam małą mapkę od Zayna i założywszy niskie, brązowe kozaczki i beżowy płaszczyk wyszłam z mieszkania.
Tak, jak mi mój brat oświadczył, droga zajęła mi 30 minut. Po drodze rozglądałam się dookoła, zwiedzając okolicę. Śnieg przysypał wszystko. Cały Londyn był jak z bajki. Świeciły lampki choinkowe porozwieszane na domach, wszędzie stały ozdoby Bożonarodzeniowe a ludzie śpiewali kolędy pod sklepami. Dokładnie tak, jak widuje się to na filmach familijnych.
Po dotarciu do parku zaczęłam rozglądać się za fontanną. Mijając kolejne zaśnieżone drzewa, podziwiałam ich piękno. Nagle, gdy trwałam w rozmyśleniach, ktoś złapał mnie w pasie od tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego. Staliśmy dokładnie koło fontanny, z której nie leciała woda. To pewnie dla tego jej nie słyszałam.
-Hej Steph.- przywitał się grzecznie.
-Hej Harry- odpowiedziałam uśmiechając się.
Choć trwało to moment, zdążyłam się zarumienić. Cała scena wyglądała jak kadr z komedii romantycznej. Dla pozornego obserwatora wyglądalibyśmy, jak zakochana para. Czując lekkie skrępowanie, delikatnie odsunęłam, a on opuścił ręce i uśmiechnął się.
-Co słychać?
-Dobrze. A u ciebie? Co dzisiaj porabiałeś?
-Jak już mówiłem, nagrywałem w studiu i jeszcze udzieliłem wywiadu w radiu. Ty byłaś w szkole, prawda?
-Tak, było fajnie...
-Poznałaś kogoś?
-Tak, koleżankę.
-To dobrze.... Masz ochotę na gorącą czekoladę?
Staliśmy właśnie koło budki z nap
ojami. Przytaknęłam grzecznie i już po chwili spacerowaliśmy powoli po parku popijając ciepły napój.
-Jak to się stało, że przeprowadziłaś się do Zayna?
-No... Moi rodzice wyjechali do NY a ja nie chciałam z nimi jechać.
-Nie mogłaś zostać w Bradford? Przecież miałaś tam znajomych, przyjaciół...
-Nie, bo... - nie wiedziałam, co miałam mu powiedzieć. "Nie mam przyjaciół"? Nie. Uznałby mnie za dziwaczkę- Nie mogłam zostać sama, jestem niepełnoletnia.
-Aha... Mam nadzieję, że poznasz wielu nowych przyjaciół- odparł ciepło.
-Ja też- uśmiechnęłam się blado i poszliśmy dalej w milczeniu.
Usiedliśmy na ławce i przyglądaliśmy się dwóm gołębiom, skaczącym wesoło po drugiej stronie chodnika.
-Keviny... - zaśmiał się cicho pod nosem.
-Co?
-Louis miał kiedyś plastikowego gołębia i nazwał go Kevin- uśmiechnął się na wesołe wspomnienie.
-Ile masz lat, Harry?
-Prawie 20. A ty? Mówiłaś, że jesteś niepełnoletnia...
-Tak. W lutym skończę 18 lat.
-Mam czuć się zaproszony?
-Na osiemnastkę? Jeśli uda mi się coś zorganizować, to pewnie.
-Pomogę ci. Lubię urządzać imprezy. Poza tym, reszta zespołu też pewnie będzie chciała ci pomóc.
-No dobrze - uśmiechnęłam się, wyobrażając sobie Zayna, Harrego, Louisa, Nialla i Liama dmuchając baloniki i rozwieszając serpentyny.
-Wiesz, Steph, nie jesteś taka, jaką dostrzegłem cię w piątek.- uśmiechnął się delikatnie.
-To znaczy?
-Nie jesteś przeciętną nastolatką, zwykłym szaraczkiem bez charyzmy. Jesteś zabawna, miła i bardzo ładna.
Zawstydzona, spuściłam głowę. Poczułam że się rumienię.
Nagle poślizgnęłam się, no bo jak to w styczniu bywa, wszystkie kałuże były zamarznięte. Dosłownie, prawie leżałam na brudnej, mokrej, zimnej powierzchni , gdy usłyszałam, że ktoś głośno wciąga powietrze, i poczułam, jak ktoś mnie złapał. Otworzyłam zaciśnięte wcześniej ze strachu oczy i zobaczyłam, jak Harry przygląda mi się w milczeniu. Jego twarz wyrażała ulgę i stres. Zanim zdążyłam się podnieść, delikatnie musnął nosem mój, a następnie mnie pocałował. Och... Harry jest taki delikatny i słodki. Miałam ochotę zatopić się w jego miękkich ustach. Po chwili odsunął się i pomógł mi wstać. Staliśmy na przeciwko siebie i patrzeliśmy sobie w oczy. Jako pierwsza, ciszę przerwałam ja.
-Ja... - wydukałam. Byłam zszokowana tym co się stało.
-Steph, przepraszam. Nie powinienem był tego robić.
-Nie, nic się nie stało...- Czy ty wiesz, co właśnie zrobiłeś??? To mój pierwszy pocałunek. Ach... Spojrzałam na zegarek. Już po 21.- Muszę iść.
-Nie Steph, przepraszam, zostań jeszcze trochę... - nalegał.
-Ale po co- jego twarz zdradzała mi, że jest mu naprawdę przykro, ale również, że jest z siebie dumny.- Poza tym, Zayn i Pezz niedługo wrócą. Nie chcę, żeby się o mnie martwili.
-No dobrze... Napiszę.
-Okej - powiedziałam przelotnie i ruszyłam stronę ulicy.
Szłam wolnym krokiem, co chwilę spoglądając na instrukcje od Zayna. Było już ciemno. Ulice oświetlały tylko latarnie. Droga powrotna zajęła mi więcej czasu. Było po 22.
*Oczami Zayna*
-Nie martw się Zay, znajdzie się - pocieszała mnie Pezz.
Kucała przede mną, a ja siedziałem na kanapie z twarzą schowaną w dłoniach. Nie wiedziałem gdzie jest Stephanie. Dzwoniłem do właściciela parku, na policję ( żeby upewnić się, czy nie zatrzymano jej), do szpitala (wypadek, bójka, cokolwiek), do chłopaków, ale nikt nic nie wiedział. Powoli odchodziłem od zmysłów. Bardzo się o nią martwiłem. To przecież moja siostra.
Nagle razem z Perrie usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi. Zamarłem. Pezz poszła otworzyć. Proszę, niech to będzie ona, błagam!
-----------------------------------------
Piąty rozdział.... wow...
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, po prostu nie miałam dostępu do komputera. Był w naprawie i dzisiaj mi go zwrócili.
Trochę martwi, że nie zostawiacie komentarzy, ale cóż... Może kiepsko piszę?
Następny rozdział napiszę najpewniej przed feriami (17.02).
Życzę wesołych ferii wszystkim, którzy mają teraz wolne. Pamiętajcie, że kiedy my będziemy mieć ferie zimowe, wy będziecie musieli się uczyć, więc, proszę, nie chwalcie się tym...